Filmy z Martą

Każdy fan musi je mieć!


Najtaniej w Internecie!!!

Polecamy

Chcesz wiedzieć o czym pisze Basia Jasnyk z serialu "Teraz albo nigdy!"?

Przeczytaj książkę
"Kaktus w sercu".


Taniej niż w empiku!!!

Galeria

"Już cię nigdy nie okłamię" PDF Email

Słowa kluczowe: Gala | Marta | wywiad

Wpisany przez Camilla   
Niedziela, 24 Sierpień 2008 00:00

On wolny, ona zajęta. On jest mistrzem flirtu. Ona na pierwszej randce wyznała, że ma trudny charakter. On zawsze mówi prawdę, ona ją czasem przemilcza. Piotr Adamczyk i Marta Żmuda Trzebiatowska spotykają się w filmie „Nie kłam, kochanie”. Tylko w „Gali” najgorętsza para sezonu w wyjątkowej sesji na Malcie.
W filmie „Nie kłam, kochanie” Marta jest zakochana w Piotrze, ale on jej nie dostrzega. Ona jest niewinna i naiwna, on – lekkoduch i egoista. Kiedy wreszcie wyznaje: „Wybacz, że od razu cię nie pokochałem”, ona mówi: „Ten jeden raz, kochanie, mogłeś skłamać”.
Zdjęcia do najnowszej komedii Piotra Wereśniaka kręcili głównie w Krakowie. „Mieszkaliśmy w hotelu niedaleko centrum – mówi Marta. – Zajęci od rana do wieczora, nie mieliśmy siły na zabawę po godzinach. Co wieczór jedliśmy kolację w hotelowej restauracji. Cicho, pełny relaks. Któregoś wieczoru wchodzimy, a tu rumor, zamieszanie. Otoczył nas tłum, może z pięćdziesiąt osób, same kobiety. Śmieją się i coś krzyczą po hiszpańsku. Rozpoznały papieża! Nie wiadomo skąd wyciągnęły zdjęcia Jana Pawła II i szturmem do Piotra po autograf. Piotr na to, że podpisze się, ale... na serwetce. Nie zrozumiały. Tłumaczył im z piętnaście minut, że nie jest Janem Pawłem II, tylko aktorem, nie może składać autografów na jego zdjęciach”. W Meksyku, skąd pochodziły kobiety, najnowszy film Piotra i Marty narobiłby pewnie niezłego zamieszania.

Gala


GALA: Pierwsze kłamstwo?
PIOTR ADAMCZYK
: Często widzę małe dzieci, które terroryzują rodziców płaczem. Jestem przekonany, że też należałem do tej kategorii niemowląt, choć tego oczywiście nie pamiętam.
GALA: A co pamiętasz?
PIOTR ADAMCZYK.:
W szkole przez siedem lat miałem obowiązkowy język rosyjski. Hańbą było dostać piątkę, więc z dumą obnosiłem swoją tróję na szynach – i do dziś nienawidzę się za tę głupotę. W pewnym momencie nawet ta nędzna ocena była zagrożona, więc musiałem zastosować jakiś manewr. Nauczyłem się trzech wierszy Puszkina na pamięć, zgłosiłem na konkurs, poszedłem i wygrałem. Zakwalifikowałem się do kolejnego etapu, ale tam już się nawet nie pofatygowałem. Profesor była ze mnie tak dumna, że trója stała się pewna, a nawet szyny straciła. Rosyjskiego nadal nie umiałem, ale przynajmniej nie udawałem, że jest inaczej.
GALA: Uważasz, że kłamstwo wymaga specjalnej techniki?
PIOTR ADAMCZYK:
Popularne jest u nas słowo „kombinować”. Wykombinować, skombinować, zakombinować... Jako naród jesteśmy znani z tego, że potrafi my zrobić coś z niczego, a to wymaga sprytu i umiejętności żonglowania prawdą w dobrej wierze. Rodzice uczą, że nie wolno kłamać. Jednocześnie cały czas uprawiają grę i dzieci to widzą. Mama uśmiecha się miło do sąsiadki, a dziesięć minut później ją obmawia z inną. Tata zaprasza na niedzielny obiad babcię, „Przyjdź koniecznie” – mówi, odkłada słuchawkę i wzdycha: „Raz mogłaby odmówić!”. Dzieci momentalnie takie klimaty wyłapują i naśladują.
GALA: Chcesz powiedzieć, że kłamstwo mamy w genach?
PIOTR ADAMCZYK:
Z jednej strony – teoretycznie – kłamstwo nam się źle kojarzy. Mówimy często: „Nie kłam, kochanie”. Z drugiej jest to przypadłość bardzo mocno wpisana w nasze zachowanie. To kamuflaż, jak w przyrodzie. Jest taki rodzaj pająka, który wygląda jak kawałek ptasiego łajna. Muchy dają się nabrać, siadają na pająku, a on tym sposobem je chwyta. Jest oszustem, ale nie potępiamy go za zachowanie.
GALA: Przyjmujemy, że taki właśnie jego „wdzięk”?
PIOTR ADAMCZYK:
Mimo że to morderca (śmiech). My też staramy się być inni, wyglądać inaczej. Oszukujemy siebie i innych. Uśmiechamy się, choć często nie jest nam do śmiechu, farbujemy włosy, zakładamy szkła kontaktowe. Żyjemy w epoce push-upów i photoshopów. Wyretuszujesz zdjęcie, po jakimś czasie o tym zapominasz i zaczynasz wierzyć, że naprawdę tak wyglądasz. Podrasowujemy rzeczywistość, żeby wyglądała ładniej. Codzienność jest szara, więc od czasu do czasu potrzebna jest bajka.
GALA: Masz w sobie coś z tego pająka oszusta?
PIOTR ADAMCZYK:
Nie potrafię udawać. Jako mały chłopiec miałem blond loki i niebieskie oczy. Patrzyłem ludziom prosto w oczy i uśmiechnięty mówiłem prawdę. Mama mnie tak wychowała. Dziś też grzecznie mówię, co myślę: „Przepraszam, ale muszę ci powiedzieć, że...”, „Strasznie mi głupio, ale...”, „Chciałbym, żebyś wiedział, że...”. Nie przegryzam uraz w sobie. Przedziwne, ale mam poczucie, że w pewnym sensie moja szczerość jest moim kłamstwem.
GALA: Możesz to wytłumaczyć?
PIOTR ADAMCZYK:
Widziałaś kiedyś wykrywacz kłamstw? Teoretycznie to urządzenie sprawdza, czy badany mówi prawdę. W rzeczywistości reaguje na emocje. A emocjami łatwo sterować. Ja tego nie potrafię. Sytuacja kontroli stresuje mnie i zachowuję się nerwowo. Nawet kiedy będę szczery, aparat uzna, że kłamię. Istnieje gra towarzyska z prymitywnym wykrywaczem kłamstw: trzymasz go w ręku i odpowiadasz na pytania. Ja za każdym razem, gdy w to gramy, jestem sensacją. Maszynka pika, że kłamię, nawet jak stwierdzam, że Ziemia krąży wokół Słońca! Kiedy chodziłem do szkoły, często ktoś np. smarował klamkę tłuszczem albo podkładał nauczycielowi pinezkę. Zjawiał się dyrektor i wołał: kto to zrobił, niech wstanie! Nikt nie wstawał, ale ja jeden byłem czerwony jak burak. Wpadałem w panikę, że jeśli się zaczerwienię, wszyscy pomyślą, że to ja zrobiłem. I w tym momencie czerwieniłem się (śmiech). Do dziś mam tę przypadłość. Osobisty „wykrywacz kłamstw” noszę na policzkach. Tylko że on wskazuje, że czuję się czymś zażenowany, a nie że kłamię.
GALA: Aparat łatwo okłamać, człowieka trudniej?
PIOTR ADAMCZYK:
Szkoda, że często brak nam odwagi, żeby się do kłamstwa przyznać. Który polityk przyzna się do zarzutów lawirowania, kombinowania czy oszustwa? Wszyscy kłamią, że niewinni. Doskwiera nam obłuda. Ciągle wykonujemy ruchy na pokaz, mówimy o sobie: porządni i prawi, a wcale tacy nie jesteśmy. Stanowczo wolę człowieka, który wie, że ma problem z kłamstwem i przyznaje się do tej niedoskonałości, od tego, który na siłę próbuje sprzedać mi swoją „doskonałość”.
GALA: Naturalną skłonnością do mówienia prawdy możesz czasem ludzi ranić.
PIOTR ADAMCZYK:
Szczerość bywa okrutna, mam świadomość tej banalnej prawdy (śmiech). Czasem stosuję przemilczenie. Po co mam powiedzieć przyjacielowi, że ma niemądrą żonę, skoro on ją kocha!? Pewne rzeczy lepiej zachować dla siebie.
GALA: Mężczyźnie łatwiej oszukać kobietę czy drugiego mężczyznę?
PIOTR ADAMCZYK:
Nie oszukuję kobiet, ale mogę być tak odbierany przez swoją szczerość. Nie umiem ukryć, że podoba mi się jakaś kobieta. Ona to natychmiast widzi, widzą to ludzie obok. Kilka razy usłyszałem zarzut, że podrywałem partnerkę kolegi. Ona mi się tylko podobała, spojrzałem na nią, chyba to odczuła. Absolutnie nie było w tym niczego nieuczciwego.
GALA: Kto jest lepszym kłamcą: kobiety czy mężczyźni?
PIOTR ADAMCZYK:
(śmiech) Wy, zdecydowanie. Robicie makijaż, zakładacie szpilki i push-upy, jesteście mistrzyniami w ukrywaniu niedoskonałości i eksponowaniu zalet. Ale też w odczytywaniu drugiego człowieka. To, że kobiety są coraz silniejsze, coraz ich więcej na wysokich stanowiskach, są coraz bardziej niezależne, zawdzięczacie empatii. Mężczyźni zdradzają się z najprostszymi rzeczami, które kobieta natychmiast wykorzysta.
GALA: Każde kłamstwo idzie pod młotek: wybaczyć albo nie wybaczyć.
PIOTR ADAMCZYK:
Rozmawiałem niedawno z człowiekiem, który ma bardzo grubą teczkę w IPN. Powiedział, że nie będzie do niej zaglądać. Woli nadal spotykać się ze swoimi sąsiadami, znajomymi i przyjaciółmi i nie chce zastanawiać się, kto z nich na niego donosił. Nie ma pojęcia, jak miałby sobie potem z tą wiedzą poradzić. Rozumiem go i jednocześnie podziwiam jego silną wolę. Myślę, że w takiej sytuacji większość z nas odczuwałaby presję ogromnej ciekawości, żeby jednak zajrzeć do środka. Jego teczka jest ogromna, więc całe życie – patrząc mu codziennie w twarz – ktoś go okłamywał.
GALA: Ten człowiek musiał bardzo się bać, że straci zaufanie do bliskich.
PIOTR ADAMCZYK:
Jak zaczynasz oszukiwać w rzeczach małych, bardzo łatwo kłamstwa prześlizgną się do spraw fundamentalnych. Kłamstwo jest jak choroba, która niepostrzeżenie zaraża. Można komuś zrobić świństwo i powiedzieć: przepraszam. Ale raz skaleczone zaufanie nie regeneruje się łatwo. I w miłości, i w przyjaźni to rzecz święta.

GALA: Pierwsze kłamstwo?
MARTA ŻMUDA-TRZEBIATOWSKA:
Mam może dziewięć lat i oddaję w szkolnej bibliotece lekturę obowiązkową - do dziś pamiętam doskonale ten tytuł - “O Filonku bez ogonka”, która tak mnie wynudziła po kilku stronach, że jej nie przeczytałam. Bibliotekarka patrzy na mnie zdziwiona: “Przecież dopiero dwa dni temu dałam ci tę książkę, już przeczytałaś?”. Tak mnie zaskoczyła tym pytaniem, że odruchowo przytaknęłam. A ona na to: “Tak? To opowiedz mi tę historię”. Zrobiłam się purpurowa, ale zamiast się przyznać, zaczęłam opowiadać brednie. Ze zdumienia odjęło jej mowę, a ja po dwóch minutach uciekłam ze wstydu, że tak kłamię w żywe oczy. W domu tak mnie gryzło sumienie, że musiałam komuś powiedzieć prawdę.
GALA: Komu?
M.Ż.T.:
Mamie. Myślę, że mam dużo szczęścia, bo pochodzę z rodziny, gdzie wszystkiego było po równo: mama - ocean miłości i czułości, ojciec surowy, wybuchowy, zimny chów. Tak wychowana stałam się silna, odporna. Jednocześnie nie miałam kompleksów, bo czułam się kochana. Jak dorosłam, zrozumiałam, że to mnie chroni przed dotkliwymi upadkami. W kryzysowych momentach nie płaczę nad sobą tylko walczę. Mama jest moją przyjaciółką. Z nią zawsze jestem szczera. Wiem, że cokolwiek się wydarzy, mogę jej powiedzieć prawdę, bo będziemy potrafiły każdą rzecz sobie wytłumaczyć. Z tatą mam trochę problem, bo on od razu wydaje wyrok, osądza na gorąco - jest raptusem. Przy mamie nie muszę się bać prawdy.
GALA: Często boimy się powiedzieć prawdę ze strachu przed reakcją bliskich.
M.Ż.T.:
Pamiętam, jak przyjechałam do Warszawy do Akademii Teatralnej na ogłoszenie wyników i nie było mnie na liście. Ja, wzorowa uczennica z Przechlewa, z marzeniami, że zostanę aktorką, zostałam na lodzie. Porażka! (śmiech) Byłam zrozpaczona - Boże, jak powiem rodzicom prawdę?! Strasznie bałam się telefonu do domu, ich reakcji. jak odbierze ojciec, wiedziałam, co usłyszę: “A nie mówiłem!”. Był największym przeciwnikiem Akademii i mojego pomysłu na życie. Mówił: ” To kłębowisko żmij nie jest miejscem dla ciebie”. Rodzice przyjechali po mnie samochodem. Wystarczyło, że mnie zobaczyli, nie musiałam nic mówić. Czterysta kilometrów do domu spędziłam skulona na tylnym siedzeniu. Cicho płakałam, mama próbowała mnie pocieszać, tata z grobową miną milczał. Do dziś jestem mu wdzięczna, że się wtedy nie odezwał i oszczędził mi swoich słów prawdy. Nie zniosłabym tego. Byłam w takim stanie, że wysiadłabym z auta i wróciła do domu na piechotę.
GALA: Prawda rani, bywa bolesna, potrafi nawet skrzywdzić. Czasami może lepiej coś przemilczeć. Stosujesz tę technikę?
M.Ż.T.:
Raz tak zrobiłam w bardzo ważnej dla mnie sprawie. Kończyłam studia, pępowina została odcięta, czułam się dorosła. Byłam szczęśliwa i zakochana, ale nie powiedziałam ojcu, że zamieszkałam z Adamem, moim narzeczonym. Nie potrafiłam. Tata ma pewne zasady. Uważa, że w życiu wszystko powinno przychodzić po kolei. Ja postanowiłam inaczej, dlatego wiedziałam, że on tego nie zaakceptuje, nie zrozumie i nie będzie udawał, że jest inaczej. Mamie, która oczywiście o wszystkim wiedziała, było trudno. Postawiałam ją w dość niezręcznej sytuacji, martwiła się: “Ale jak ja mogę nie powiedzieć twojemu tacie?” Oficjalnie dowiedział się ponad rok po fakcie. Oczywiście sprzeciwił się, ale już tak bez siły, bez emocji. Jakby zrozumiał, że to jest moje życie i już nic nie może zrobić. Tylko raz był u mnie w Warszawie, krótka wizyta, nie rozmawialiśmy na ten temat. Widziałam, że nadal nie chcę tego faktu przyjąć do wiadomości.
GALA: Kłamstwo w miłości?
M.Ż.T.:
Nie stosuję (śmiech). Od początku byłam dla Adama bezlitosna i mówiłam mu prawdę. Pewnie dlatego, że… w ogóle mi się nie podobał. Poznaliśmy się w klubie. Przedstawił nas kolega. Zobaczyłam dojrzałego mężczyznę: włosy na żel, błyszczący garnitur, trzydniowy zarost, wypomadowany pachnidłami od stóp do głów, tancerz! Na dodatek od razu zapytał, czy napiję się drinka. Beznadziejnie! Marzyłam, że mężczyznę mojego życia spotkam np. w bibliotece: upadnie mi książka, on ją podniesie, spojrzymy sobie w oczy (śmiech). Nie doceniłam Adama, osądziłam powierzchownie. zabiegał o mnie półtora roku. Na pierwszą kawę umówiłam się z litości, bo kilka miesięcy wydzwaniał jak wariat i błagał o spotkanie. Nie zależało mi, więc pokazałam się z jak najgorszej strony: mam trudny charakter, jestem wymagająca, niecierpliwa, wybuchowa. Do głowy mi nie przyszło, że go pokocham, więc nie grałam, nie uwodziłam.
GALA: Rzeczywiście niebanalny początek miłości. Zacząć od wyznania, jak bardzo mi się nie podobasz.
M.Ż.T:
Po półtora roku litościwego umawiania się z Adamem na kawę czy do kina pewnego dnia zauważyłam, ze serce bije mi jakoś szybciej i jest mi z tym naprawdę dobrze. Zaskoczyło mnie to i przeraziło. Chciałam uciec od tego uczucia, powiedziałam, ze widzimy się ostatni raz, ale on już nie odpuścił. Jesteśmy ponad trzy lata razem.
GALA: Po tylu latach jesteś konsekwentna i mówisz adamowi tylko prawdę?
M.Ż.T:
Raz chciałam coś ukryć, coś bez znaczenia. Wiedziałam, ze jak mu powiem, to go zaboli. Do dziś na każdym kroku Adam mi to wypomina. Myślę jednak, że dobrze zrobiłam, bo gdybym tę błahostkę ukryła, a ona wyszłaby na jaw, jej znaczenie urosłoby do absurdalnych rozmiarów. On zadałby mi proste pytanie: “Skoro to było takie nieważne, dlaczego mi nie powiedziałaś?”. Przestałby mi wierzyć.
GALA: Straciłby zaufanie.
M.Ż.T:
Brak zaufania zniszczy każdy związek, powoli, ale skutecznie. Zaufanie jest najważniejsze - 100% lojalności, emocjonalna karta kredytowa bez limitu.

Gala

Gala

Gala

Gala

 

Na podstawie www.gala.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

Treść komentarza *
Podpis *

Kod bezpieczeństwa *
  
Pola z * są obowiązkowe
Wyślij komentarz
System komentarzy Joomla Professional Solutions
 
Strona główna Marta Żmuda-Trzebiatowska Prasa "Już cię nigdy nie okłamię"